Pytanie sama sobie zadaję, bo dziś w końcu udało się zrealizować plan, o którym myślałam już dawno. Tak dawno, że po drodze zdążyłam już o nim zapomnieć razy kilka. Przypomniałam sobie na początku lipca, wraz z mocnym postanowieniem, że do wrześniowego maratonu podchodzę z należytym przygotowaniem. Przeszkodziły upały pierwszej połowy lipca (nie znoszę - mogłabym dla pogody wyprowadzić się na stałe na Północ), a że teraz pogoda wyborna, to się wreszcie udało. Wrócić biegiem z pracy do domu:). W ramach przygotowań wyciągnęłam stary plecak rowerowy, zapakowałam wszystko co potrzebne do torby i...od lunchu już nie mogłam się doczekać, kiedy wyjdę wreszcie na trening:). Google Maps wyliczyły mi dystans 15 km do przebycia - miCoach zliczył 16,5 km i raczej to on się nie pomylił, biorąc pod uwagę czas, w jakim dostałam się do domu. Mało tego - udało mi się zrealizować założenie - taktyczne - nr 2. Mianowicie, druga część dystansu przebyta szybciej niż pierwsza.
Gdzieś tam z tyłu głowy kiełkują myśli już ze startem związane "a gdyby tak się udało na tym debiucie tak po 6:00/km przebiec...", ale staram się je skutecznie (póki co) blokować - chyba lepiej najpierw sprawdzić co i jak na tych 42 km słychać, a potem (na następny start) czynić założenia. Tak przynajmniej podpowiada mi rozsądek. Co myślicie? Jak "to-to" ugryźć?
No i rzecz nie mniej ważna - taki trening w drodze do domu to niesamowita oszczędność czasu! Zazwyczaj docieram do mieszkania do 1 h od wyjścia z pracy, jeśli nie mam nic do załatwienia po drodze. A tak - dołożyłam dziś nieco ponad 30 min i byłam już po treningu! Czyli w ogólnym bilansie jestem całą godzinę do przodu:). I na pewno nie był to ostatni raz. Myślałam, że jakiekolwiek obciążenie na plecach będzie mi przeszkadzać, ale nie było tak źle, bo plecak okazał się również niezły do biegania.
...i chyba będę częściej pisać, bo tyle okołobiegowych spraw się działo/dzieje, że chyba warto:).
środa, 18 lipca 2012
niedziela, 8 lipca 2012
Poranek joggera
![]() |
| Łydka na rembertowskich ścieżkach. |
No i stało się. Upały nie pozwalały się wyspać, nie mówiąc o wyjściu na jakikolwiek trening w minionym tygodniu. I tak aż do soboty, kiedy z niecierpliwością czekałam na budzik (niby dzwonek ten sam, jak codzień, a inaczej brzmi;)). Kilka łyżek owsianki, nieco izotoniku i wody, soczewy na zaspane (jednak) oczy, kilka minut rozciągania zaniedbanego ciała i fru... Wróć - jeszcze spora dawka OFFa, bo komary o 6.30 już - niestety - nie śpią.
Zapach porannego lasu, specyficzny aromat antykomarowego specyfiku i przebijające się przez leśne drzewa słońce w jednej chwili przyniosły skojarzenia z dawniejszymi częstymi wizytami w weekendowe poranki w lesie, związanymi nieodłącznie z oczekiwaniem i ciekawością, jakaż to danego dnia trasa czeka do pokonania. Fajnie było to poczuć;). Trening to może nie był najwyższych lotów, ale przyjemność biegania najwyższej próby. Zabrałam nawet ze sobą telefon, aby kilka obrazków uwiecznić, choć uważam jego posiadanie w trakcie biegania za zbrodnię na tym święcie, jakim jest możliwość oderwania się dyktatu technologicznego.
![]() |
| Poranne słonko. |
![]() |
| A tam wyżej wdrapuję się na mini-cross:) |
![]() |
| Wzdłuż tego terenu biegnie ścieżka - "Mosquito Highway: No OFF, no entry" |
Aż chce się rano do takich obrazków wstawać;).
Aha - jako że na blogopisanie nie stawało czasu ostatnio, to nie ogłosiłam publicznie (a zewnętrzna motywacja też rzecz ważna;)), że zdecydowałam się na start w Maratonie Warszawskim we wrześniu. Chodziło mi po głowie już dawno, że w końcu ten prezent na ćwierćwiecze (zaległy) należałoby sobie wręczyć. Było odrobinę niepewności bo np. pisać mgr też kiedyś trzeba, a trening do maratonu jednak nieco czasożerny jest. Szalę przechyliła krótka rozmowa z jednym z szefów w firmie. Szef oczywiście biegnie i z zaciekawieniem oraz entuzjazmem wielkim jednocześnie dopytywał się o moje plany. Fajnie mieć takich ludzi w swoim otoczeniu. Fajnie mieć takich szefów:).
piątek, 8 czerwca 2012
Euro bieganie
Cisza na blogu ostatnich dni na to efekt walki z chorobą - zatem zero biegania (niestety). Po Ekidenie jednak zapłaciłam swoją cenę i lekko mnie uziemiło. Na szczęście płuc nie wyplułam, zatoki się obroniły przed bakteryjnym potopem i dziś znów wyszłam sobie potruchtać. Do "mojego" lasu:). Jeśli ktoś nie próbował jeszcze biegać po podeszczowym lesie, to z serca całego polecam - wilgotne powietrze, rosa, ociekające z deszczu drzewa i krzaki - to jest klimat. Do tego samotność, bo akurat piaszczysta droga ewidentnie nie niosła po deszczu jeszcze żadnego biegacza. Fajnie. Jak dobrze cieszyć się z takich prostych spraw:).
O Euro nie będę pisać, bo drzwiami i oknami mi wychodzi - wybiegłam po meczu, a z wszystkich okien na osiedlu odgłosy stadionowe dochodziły. Jest sport w sercach Polaków, choć mięśnie polskich dzieci coraz bardziej toną w tłuszczu. Wybaczcie Wojaczkową obrazowość, ale strasznie mnie to rusza, takie poruszenie, które i tak przecież na prawdziwy ruch się nie przekłada. Nie to, że nie obejrzałam meczu:) - ciekawość jednak zwyciężyła i działałam na dwa ekrany, bo dziś przecież jeszcze nasi fantastyczni siatkarze gładko ograli Kanadę. Piłkarzom oszczędzę porównań:), z tych względów również, że się na piłce kopanej nie znam wcale. Choć ewidentnie widać, że trening biegowy nie zaszkodziłby naszej reprezentacji. Jest jeszcze jednak jedno, co ewidentnie dzieli siatkarzy w obecnej dyspozycji od piłkarzy naszej reprezentacji ostatnich x-lat. I to akurat również z bieganiem się wiąże - pod wodzą charyzmatycznego Anastasiego siatkarze wreszcie grają głową i to nie tylko w sensie taktyki, ale woli walki. Jak dobrze to znamy:). Nie mam wątpliwości, kto wygrałby w rywalizacji obydwu reprezentacji na dystansie maratońskim:). Rozpływam się tak nad siatkówką, bo szczerze żałuję, że zamiast prawdziwego "siatkoszału" mamy marketingowy "piłkoszał". Ostatnio podglądałam nieco, jak Igła szyje reprezentacyjną siatkówkę "od kuchni" - polecam zainteresowanym, bo tam widać, jak z jednej strony są to zwyczajni ludzie, a z drugiej niesamowicie oddani swojej dyscyplinie. Czego i piłkarzom życzę.
Miało nie być o Euro, ale jeszcze jeden wątek przy okazji. Jako że najbliższe trzy tygodnie sponsoruje również Adidas, to i ja się do wyrobów niemieckiej firmy raz jeszcze odniosę na łamach bloga.
![]() |
| Foto: Materiały Producenta |
Brak mojego przekonania do Adidasa jako producenta sprzętu biegowego przełamały fantastyczne buty Supernova Glide 4. Koszulka z tej serii, którą również dzięki uprzejmości producenta otrzymałam do testowania niestety nie umocniła tej pozytywnej oceny marki.
Niby wszystko jest ok - koszulka świetnie skrojona (naprawdę), z praktyczną kieszonką (dedykowana do miCoacha), podszyta wzmacniającymi listwami materiałowymi, które pomagają utrzymać koszulką w jednym miejscu podczas biegu. Podobnie dekoracyjne firmowe paski poprowadzone wzdłuż talii pomagają z racji swej "chropowatej gumowatości" w utrzymaniu pasa na bidon w jednym miejscu. Rozsądnie rozplanowane strefy z siateczki odprowadzającej pot na plecach i pod pachami. Czyli ogólnie super. Poza jednym "ale". Jest ono natomiast tak znaczące, że naprawdę przekreśla pozytywną ocenę tej koszulki. Chodzi o materiał, z którego T-shirt jest wykonany - nie wiem, czy tylko w moim przypadku, ale po testowaniu już w każdych warunkach stwierdzam, że najlepiej radziła sobie jako pierwsza warstwa pod kurtką, gdy jeszcze w marcu było wieczorem zimno. Przy bieganiu tylko w jednej warstwie, koszulka w każdej temperaturze i w każdej pogodzie sprawiała wrażenie, jakby miała wiele wspólnego z ceratą... Niestety. Wprawdzie jestem osobą, która dość mocno się poci, jak na kobietę, ale w koszulkach innych producentów nie odczuwam takiego dyskomfortu. Mało tego, są takie dwie marki na "C" i na "N", których koszulki naprawdę sobie chwalę nawet w największe upały. Do tej pory nie kupiłam sobie sama koszulki Adidasa dlatego właśnie, że już przy przymierzaniu czułam
![]() |
| Foto: Materiały Producenta |
, że nie będzie dobrze przepuszczać powietrza. Nie wiem, czy to tylko mój problem? Pamiętam, że chyba 2 lata temu, gdy biegłam w Biegu dookoła ZOO organizatorzy prosili o start w koszulkach, które były w pakietach. A że były techniczne Adidasa (któreś z serii Response), to skusiłam się na tę koszulkę. I wtedy były to naprawdę ciężkie 10 km - zupełnie, jakbym biegła owinięta w folię. Mniemam wobec tego, że coś musi w tych adidasowych tkaninach być, co mi nie pasuje. Jeśli jednak ktoś nie ma problemu i jego ciało współpracuje z tym materiałem, to szczerze polecam tę koszulkę.
Swoją drogą - znów do Euro nawiązując - ciekawe byłoby dowiedzieć się, co tam producenci do tych cudeniek, w których śmigamy pakują, nie sądzicie?
wtorek, 29 maja 2012
Bo z kobietą nie wygrasz...
..i nie będzie to niestety post o potędze kobiecej natury, ani historia zwycięstwa kobiety w rywalizacji damsko-męskiej. Będzie za to o konieczności zmagań kobiety z kobiecą naturą. W kontekście niedzielnego Ekidenu, a jakże.
![]() |
| Mknę :) |
Najbardziej żałuję, że FDNT Running Team nie zdołał się załapać na listę po skróceniu terminów na dokonanie opłaty startowej, a na starcie nie pojawiło się jednak kilka drużyn i numery startowe przepadły... Za rok trzeba będzie być czujniejszym, bo impreza rokrocznie zyskuje na popularności.
![]() |
| Skupienie na twarzy i praca rąk :) |
Na osłodę jedynie mogłam sobie w duchu przyznać "a nie mówiłam", gdy widziałam przed sobą sylwetkę młodego postawnego chłopaka, który spacerował z pałeczką w ręku za linią 4. kilometra i przekonana byłam, że z miejsca ruszy, gdy tylko go wyprzedzę. Ten schemat niemal zawsze działa;)
Wielki niedosyt po wczoraj pozostał i niemoc taka, że z tą kobietą "w sobie" naprawdę ciężko wygrać w takie dni, jak ten wczorajszy. Bo bardzo nie lubię, gdy coś ode mnie nie zależy.
niedziela, 20 maja 2012
Biegaczu, nie przestawaj!
Miałam wczoraj ochotę i zamiar wielki wystartować w biegu Pucharu Maratonu w ramach testu przed Ekidenem. Miałam... Ale nie wstałam. I nie - nie zaspałam wcale; przeciwnie wręcz - od 5 rano nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca na łóżku, a po dłuższej chwili okazało się, że nie mogę wstać, bo rozłożyła mnie awaria kręgosłupa... :(. Po raz pierwszy w życiu dopadło mnie coś takiego - coś mi "strzyknęło" na styku odcinka szyjnego i piersiowego najwyraźniej i kręgi nie chciały wrócić do swej standardowej pozycji. Auć.... Jeszcze do 8 miałam nadzieję, że coś z tym zrobię - maść, masaż, amol wreszcie (bo zawsze na wszystko pomaga;)) - nie było poprawy, więc się poddałam i zostałam w domu, oddając się roli housewife. A byłam naprawdę "desperate", aby pobiegać, bo przecież te 10 km w Lesie Sobieskiego miały być testem przed niedzielną dyszką na Ekidenie. Został raptem tydzień, a ja jestem w lesie treningowym, ale nie tym niestety, w którym być powinnam.
Między pieczeniem ciastek, mieszaniem jednej zupy, a przygotowywaniem innych smakołyków robiłam rachunek sumienia, no i wyszło - cały tydzień od niedzieli ani jednego treningu i praca non stop przed komputerem w pozycji siedzącej, a do tego łóżko z niezbyt wygodnym dla kręgosłupa materacem. Zasadniczo, im więcej się ruszam, tym bardziej i boleśniej odczuwam każdą przerwę od sportowych zajęć. Tydzień bez biegania powoduje wtedy czasem takie spięcie mięśni (ale nie ból) kręgosłupa, że czuję je niemal wszystkie. Z dawnych czasów wiem, że objawy takie ustają, gdy okres bezruchu zdecydowanie się wydłuża - wtedy poza ogólnym poczuciem, że nie jestem "fit" już mnie nic nie boli, bo ciało się do takiego stanu rzeczy szybko przyzwyczaja (co tłumaczyłoby w pewien sposób, dlaczego tak trudno większość "normalnych" - tj. statystycznych ludzi namówić do poruszania się).
Reakcja mięśni to jedno, ale z czasów licealnych, gdy jeszcze bardzo regularnie biegałam, pamiętam też jeszcze jeden aspekt takiego zaniechania. Otóż jakieś 2 miesiące przed maturą postanowiłam, że jednak oddam się nauce i z dnia na dzień przestałam biegać (co było jedną z najgłupszych decyzji, jakie w życiu podjęłam;)). Siedząc nad książkami do historii potwornie się "dusiłam" - miałam wrażenie, że brakuje mi powietrza, cały czas ziewałam, choć nie chciało mi się spać. Nie pamiętam jak, ale trafiłam do lekarza. Oczywiście lekarz nie słyszał żadnych zmian i wszystko było w jego ocenie w porządku, ale jakoś od słowa do słowa (od zawsze lubię spierać się z lekarzami;)) wybrzmiało, że po intensywnym związku, jestem z bieganiem w separacji. Diagnoza brzmiała "szok organizmu w wyniku gwałtownego zaprzestania wysiłku fizycznego" - tak mniej więcej w każdym razie. Chodziło głównie o odcięcie od tlenu, na które miałam zwiększone zapotrzebowanie, bo tak przyzwyczaiłam swój organizm. Gdy zaczęłam znowu truchtać było o niebo lepiej.
To już nawet nie chodzi o osławiony "runner's high" i kwestię hormonów. Podejmując (jakże ważną) decyzję o tym, aby się ruszać, należy mieć odpowiedzialnie z tyłu głowy myśl, że w ten sposób zmieniamy (na plus oczywiście) nasze ciała. Zmienia się cały układ ruchowy, nowe parametry zyskuje układ oddechowy, a wszystko w wyniku naturalnego dążenia do dostosowania się do zwiększonego wysiłku. Gdy w pewnym momencie z jakichś powodów zaprzestajemy takiego bodźcowania ciała, wtedy wszystko "wraca do normy" (tej gorszej, rzecz jasna). A takie powroty mogą boleć - dosłownie.
Wczoraj nie poddałam się jednak i w ramach rekonwalescencji przetruchtałam 30 min - nawet końcówka nieco szybszym tempem, ale to była tylko rozgrzewka przed rozciąganiem ciała i kręgosłupa. Kolejne 30 minut - mix strechingu, jogi i pilatesa - i nieco pomogło. Dziś już nawet lżej się wstawało i mogę w obydwie strony kręcić głową:). Wieczorem może dyszka wyjdzie.
Mądrzejsza (po raz kolejny) o swój własny ból, życzę udanej biegowej niedzieli!
niedziela, 13 maja 2012
Adidas Supernova Glide 4 - recenzja
Dzisiaj będzie o nowych biegowych towarzyszach, o których już Wam wstępnie wspominałam jakiś czas temu. Buty Adidas Supernova Glide 4, które otrzymałam od producenta do testowania wreszcie doczekały się swojej oceny:). A że nie jest ona jednowymiarowa, to odpowiedni czas i kilometraż upłynąć musiał (przebiegłam w nich ok. 130 km).
Love from the first sight.
Od początku zatem. Na co patrzy kobieta, gdy staje przed wyborem obuwia biegowego? Jasne, że na wygodę ;). Ale zanim to, najpierw zerka do pudełka i patrzy czy "to to" nadaje się do publicznego noszenia. Gdy otworzyłam pudełko z adidasami stwierdziłam, że jak najbardziej. Mało tego - ujął mnie ich wygląd,a kolorystyka w szczególności. Z dawnych czasów mam sentyment duży do reprezentacyjnych barw i tutaj Supernova wpisuje się znakomicie ze swoją biało-czerwoną kolorystyką.
Jest jednak jeden mały zgrzyt. A właściwie sześć - jakiś projektant (bo przecież na pewno nie była to kobieta) rozpoznawcze "paski" niemieckiej marki "umaił" czymś, co mogłoby w filmie o transformersach sprzed nastu lat grać. W każdym razie - zepsuł tym cały efekt, bo but mógłby być naprawdę bardzo estetyczny i po prostu ładny, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. A tak jest całkiem ładny;), ale raczej na 4 niż na 5.
![]() |
| materiały producenta / adidas.pl |
Natomiast jeśli chodzi o wrażenia z biegowej eksploatacji obuwia, to są one jak najbardziej na 5. Sama jestem tą oceną nieco zdziwiona, bo zasadniczo do biegowych kolekcji Adidasa nie byłam nigdy przekonana. Buty tej marki zazwyczaj wydawały mi się za ciężkie i za szerokie. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy wzięłam nową Supernovę do ręki - but jest naprawdę lekki i tak też jest odczuwalny na stopach. Dość znacząca różnica w porównaniu do eksploatowanych ostatnio przeze mnie Ravennach.
Pierwsze wrażenie na stopach.
Dość dziwne. Jako miłośniczka obuwia z niską cholewką, w pierwszej chwili poczułam, jakby moja stopa "utonęła" w Supernovach. Szykowało się na ostrą krytykę, bo poza tym, jeszcze pięta była (w mojej ocenie) za mocno usztywniona, a przednia część stopy z kolei miała za dużo miejsca. Pierwszą biegową szansę dostały w słoneczny dzień na trasie wzdłuż Traktu Królewskiego, jakiś tydzień przed półmaratonem warszawskim. Od razu było ponad 20 km - i od razu wkładka obtarła mi piętę tak, że zrobił się mały pęcherz. Dlatego nie dostały szansy podczas startu w końcówce marca. Potem natomiast ten problem zniknął - nic mnie nie obcierało i nie obciera już więcej, a stopy przyzwyczaiły się do nowej "infrastruktury". Z fajnych elementów, zdecydowanie należy wyróżnić język - mięciutki i super układający się do stopy - minimalizuje ryzyko obtarcia przy niedbałym wiązaniu obuwia, zwłaszcza podczas dłuższego biegania. Dodatkowo siateczka, z której jest wykonana cholewka wygląda na solidną z jednej strony, ale z drugiej dobrze wentyluje stopę - w perspektywie nadchodzącego lata to duży plus.
Z biegowych ścieżek.
Był asfalt, był teren, był tartan nawet. Supernova to zdecydowanie but na twarde nawierzchnie (zgodnie z sugestiami producenta) - na asfalcie czuć w pełni, że część podeszwy pod piętą faktycznie pracuje inaczej - moje pierwsze spostrzeżenie było takie (znów w porównaniu do Brooks Ravenna), że wprawdzie jest miękko, ale jednak stopa musi sama popracować, bo pianka "sama nie biegnie" - co nie znaczy, że but nie ma sprężystości, chociaż pewnie przy dużo szybszym bieganiu niż moje odczucia mogą być zgoła inne. W każdym razie - ostatecznie przypadły mi gustu i moje stopy polubiły bieganie w nich. Pozytywnym zaskoczeniem jest naprawdę przyzwoita przyczepność do podłoża w terenie (testowałam w "moim lesie" ;)), ale i na mokrym tartanie również sobie radzą (wczorajszy deszczowy Test Coopera też zaliczyły). Od początku testowania podeszwa pozostała w nienaruszonym niemal stanie.
Po blisko 2 miesiącach użytkowania stwierdzam, że naprawdę udał się Adidasowi ten but. Wprawdzie lista różnych "systemów" jest dość długa (o nich możecie na stronie producenta poczytać), ale stopa raczej nie czuje się przez te systemy "osaczona" (jak moja np. w butach innej znanej marki na "A"). Supernovy to, jak się okazuje, bardzo wszechstronne buty, a do tego przyjemne dla stóp i dla oka;). Nie miałam jeszcze okazji przetestować ich na zawodach, ale już czekają na swoją kolej podczas Ekidenu, który zbliża się wielkimi krokami.
Dla kogo?
Z informacji producenta wynika, że Supernova Glide 4 to obuwie neutralne oraz dla stopy lekko supinującej. Tuta się obawiałam nieco, bo ja jednak nadpronuję lekko, ale była to obawa bezpodstawna. Szeroka dość podeszwa buta sprawia, że również osoby z lekką nadpronacją mogą z tego obuwia z powodzeniem korzystać. Zawsze jednak warto sprawdzić, jak stopy w nich pracują. Glide 4 to buty naprawdę uniwersalne - mogą towarzyszyć niemal na każdym rodzaju podłoża. ale jednak ich świat to zdecydowanie asfalt i na nim mogą zabrać w naprawdę przyjemną podróż biegową.
Jedynym minusem (poza rzeczonymi już transformerskimi paskami) wydaje się być cena - prawie 500 zł za buty to dość sporo i pewnie można byłoby znaleźć inne modele za mniejsze pieniądze, które byłyby satysfakcjonujące, ALE - w Supernovach ogólne wrażenie jest takie, jakie chciałoby się zawsze mieć w przypadku biegowego sprzętu - wszystko na swoim miejscu, porządnie zaprojektowane i wykonane, a do tego najzwyczajniej ładne. Co prawda, ciężko znaleźć buty, które mają wszystkie te cechy razem w jednym modelu, ale nie oznacza to, że rozgrzeszam cenę;).
piątek, 11 maja 2012
Propozycja na sobotę - Test Coopera dla wszystkich
Drogie Czytelniczki i Czytelnicy,
O moim bieganiu notka będzie już jutro;). Tymczasem tym z Was, którzy jeszcze nie słyszeli przypominam, że jutro w całej Polsce odbędzie się Test Coopera dla Wszystkich - również niebiegających jeszcze znajomych;).
Ze swej strony serdecznie zapraszam na warszawski stadion "Orzeł" przy ul. Podskarbińskiej 14 (Praga Południe) - gdzie poza standardowym pakietem Czytelnikom bloga zapewniam gorący osobisty doping;). Test będzie się odbywać w godz. 10 - 16. Gorąco polecam! Osobom spoza Warszawy polecam lekturę listy lokalizacji w całej Polsce na końcu wpisu:). Więćej na www.testcoopera.pl
O moim bieganiu notka będzie już jutro;). Tymczasem tym z Was, którzy jeszcze nie słyszeli przypominam, że jutro w całej Polsce odbędzie się Test Coopera dla Wszystkich - również niebiegających jeszcze znajomych;).
Ze swej strony serdecznie zapraszam na warszawski stadion "Orzeł" przy ul. Podskarbińskiej 14 (Praga Południe) - gdzie poza standardowym pakietem Czytelnikom bloga zapewniam gorący osobisty doping;). Test będzie się odbywać w godz. 10 - 16. Gorąco polecam! Osobom spoza Warszawy polecam lekturę listy lokalizacji w całej Polsce na końcu wpisu:). Więćej na www.testcoopera.pl
Lokalizacje warszawskie:
- Warszawa - stadion la (400 m ) Orzeł, ul. Podskarbińska 14
- Warszawa - stadion la (400 m) SKRA, ul. Wawelska 5
Informacje:
Na jednym z 19 obiektów 12 maja w godzinach 10-16 można sprawdzić swoją kondycję biorąc udział w 12 minutowym biegu. W Kielcach, Poznaniu i Lublinie w Teście Coopera można wziąć udział 13 maja, a na Krakowskim AWFie można się sprawdzić 19 maja. W czerwcu badać swoją kondycję można w Pile 3 czerwca i Białymstoku 9 czerwca. Jesienią Ogólnopolski Test Coopera dla Wszystkich organizowany będzie 6 października.
Udział w Teście jest BEZPŁATNY, a każdy uczestnik Testu otrzyma:
- samoprzylepny numer startowy,
- certyfikat z wynikiem Testu,
- napój POWERADE.
- pierwsze 150 osób na każdym obiekcie otrzyma pamiątkową koszulkę
Test Coopera (czyt. test Kupera)– próba wytrzymałościowa opracowana przez amerykańskiego lekarza Kennetha H. Coopera na potrzeby armii USA w 1968 roku, polegająca na 12-minutowym nieprzerwanym biegu. Obecnie jest szeroko stosowany do badania sprawności fizycznej przede wszystkim sportowców. Celem Testu jest określenie maksymalnej wydolności tlenowej (tzw. pułap tlenowy V02max), która jest wyznacznikiem kondycji fizycznej. Kondycję fizyczną, w zależności od wieku i płci określa się na podstawie pokonanego dystansu.
Co zrobić by dobrze przygotować się do Testu
Po pierwsze należy dobrze się rozgrzać, przygotowując organizm do wzmożonego wysiłku. Do testu powinno się przystępować maksymalnie skoncentrowanym i zmotywowanym. Na wyznaczony sygnał zacznij bieg. Pamiętaj, by na początku nie narzucić zbyt dużego tempa, ponieważ 12 minut szybkiego biegu to naprawdę duży wysiłek. Warto utrzymywać cały czas takie samo tempo, a dopiero w końcówce przyspieszyć.
Jeśli podczas testu nagle opadniesz z sił – możesz chwilę odpocząć, jednak zrób to maszerując.
Staraj się dać z siebie jak najwięcej, tak żeby po teście czuć duże zmęczenie – wówczas wynik testu będzie maksymalnie zbliżony do Twojej rzeczywistej wydolności. Po upływie 12 minut od rozpoczęcia biegu możesz się zatrzymać i zmierzyć przebytą odległość.
Po pierwsze należy dobrze się rozgrzać, przygotowując organizm do wzmożonego wysiłku. Do testu powinno się przystępować maksymalnie skoncentrowanym i zmotywowanym. Na wyznaczony sygnał zacznij bieg. Pamiętaj, by na początku nie narzucić zbyt dużego tempa, ponieważ 12 minut szybkiego biegu to naprawdę duży wysiłek. Warto utrzymywać cały czas takie samo tempo, a dopiero w końcówce przyspieszyć.
Jeśli podczas testu nagle opadniesz z sił – możesz chwilę odpocząć, jednak zrób to maszerując.
Staraj się dać z siebie jak najwięcej, tak żeby po teście czuć duże zmęczenie – wówczas wynik testu będzie maksymalnie zbliżony do Twojej rzeczywistej wydolności. Po upływie 12 minut od rozpoczęcia biegu możesz się zatrzymać i zmierzyć przebytą odległość.
Lokalizacje w całej Polsce:
- Biała Podlaska - stadion la (400 m ) AWF Biała Podlaska, ul. Akademicka 2
- Bydgoszcz - stadion la (400 m) UKW Bydgoszcz ul. Chodkiewicza 30
- Gdańsk - stadion la (400 m) AWFiS Gdańsk ul. Kazimierza Górskiego 1 od 11:30
- Katowice - stadion la (400 m) AWF Katowice ul. Kościuszki
- Katowice - stadion la (400 m) KS Rozwój ul. Zgody 28, od 13:00
- Kraków - stadion la (400 m) MOS Kraków-Śródmieście, Plac na Groblach 23
- Leszno - stadion la (400 m) MOSiR Leszno, ul. 17 stycznia 68, 14:00 - 20:00
- Lublin - bieżnia la (400 m) MKS START Lublin, Al.Piłsudskiego 22
- Łódź - bieżnia la ( 200 m) Politechnika Łódzka, Al. Politechniki 11
- Olsztyn - stadiom la (400 m) Stadion UWM, ul. Oczapowskiego 12
- Opole - stadion la (400 m) Stadion Miejski, ul. Sosnkowskiego 12
- Płock - stadion la (400 m) MCS Płock, ul. Sportowa 3
- Rzeszów - stadion la (400 m) Uniwersytet Rzeszowski, ul. Wyspiańskiego 22
- Szczecin - stadion la (400 m) ZUT Szczecin, ul. Tenisowa 35
- Toruń - stadion la (400 m) MOSiR Toruń, ul .Gen. Bema 23/29
- Ustka - bieżnia la (175 m) SP nr 2, ul. Jagiellońska 1
- Warszawa - stadion la (400 m ) Orzeł, ul. Podskarbińska 14
- Warszawa - stadion la (400 m) SKRA, ul. Wawelska 5
- Wrocław - stadion la (400 m) AWF Wrocław ul. Paderewskiego 35
- Zielona Góra - stadion la (400 m) Uniwersytet Zielonogórski, ul. Wyspiańskiego 58,
Subskrybuj:
Posty (Atom)









